Siedzę sobie w pubie obok dziewczyna i chłopak nie ładnie podsłuchiwać ale mimochodem słyszę taki dialog:
Ej, co robisz?
Przeglądam zdjęcia na dysku z 2016 roku. Boże, patrz na mnie. Mam na sobie rurki tak ciasne, że krążenie odcina mi na sam widok.
I te brwi! Wyglądają, jakbyś je narysował ekierką i markerem permanentnym. Prawdziwe Insta-brows.
Mało brało, a bym w nich wystąpił w moim Mannequin Challenge. Pamiętasz to? Staliśmy w salonie przez trzy minuty bez ruchu, a w tle leciało „Black Beatles”.
Przestań, ja wtedy co rano robiłam konturowanie twarzy tak mocne, że po południu tynk mi odpadał od uśmiechania się.
Dobra, nie narzekaj. Przynajmniej nie szukałaś rzadkiego Pokémona w krzakach pod posterunkiem policji.
Szukałam. I prawie go złapałam, dopóki nie padł mi powerbank.
Piękne czasy. Chcesz fidget spinnera? Chyba mam jeszcze jeden w szufladzie.





