Ordynator wraca wcześniej z dyżuru i zastaje w sypialni żonę z sąsiadem. Patrzy na nich chłodno i pyta:
– Pan do żony? Na NFZ czy prywatnie?
– Ja… ja nie wiem – duka przerażony facet.
– Jak na fundusz, to proszę wyjść i czekać w przedpokoju, najbliższy termin mam na rok dwa tysiące trzydziesty. Ale jeśli chce pan wejść w trybie pilnym, to wizyta kosztuje pięćset złotych płatne do rąk własnych. Wtedy uznam to za zabieg ratujący życie i nie będę zgłaszał braku skierowania do NFZ





