Mąż wraca wcześniej do domu, a tam żona – cała w skowronkach – poleruje srebrną tacę. On jednak czuje pismo nosem, bo w przedpokoju stoją cudze, luksusowe pantofle.
– Kogo tu miałaś?! – wrzeszczy mąż. – Przyznaj się, kto u ciebie „gościł”!
Żona, ani drgnie, tylko przeciera tacę i mówi:
– Kochanie, uspokój się. To był tylko kurier z firmy cateringowej. Przyniósł mi… „danie główne”.
Mąż wpada do kuchni, otwiera spiżarnię, a tam za workiem ziemniaków kuca facet w samych bokserkach.
– I co?! – ryczy mąż. – To jest to twoje „danie główne”?!
A facet na to, wycierając pot z czoła:
– Panie, jakie danie… Ja jestem tylko „przystawką”, bo żona mówiła, że pan to raczej zwolennik „zimnej płyty”, a ona miała ochotę na coś na gorąco!





